„Repetitio est mater studiorum” głosi łacińska sentencja. Jednak z pewnością wiele osób przekonało się, że stan posiadanej przez nas wiedzy nie zawsze jest wprost proporcjonalny do ilości powtórek, które fundujemy sobie w ramach „wkuwania” do egzaminu lub sprawdzianu. Od czego więc zależy efektywność procesu uczenia się? Jak odpowiednio zorganizować sobie czas i przestrzeń, aby nowe informacje zostały przyswojone w sposób trwały? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym artykule.
Na początek należy zadbać o ogólną higienę zdrowia tak fizycznego, jak i psychicznego. Zanim zaczniemy się zastanawiać, jak poprawić efektywność uczenia się, należy się upewnić, czy nasz styl życia sprzyja optymalnej pracy mózgu, a konkretniej: czy się wysypiamy, czy się zdrowo odżywiamy, oraz czy jesteśmy aktywni fizycznie. Jeżeli jesteśmy pewni, że zadbaliśmy o te podstawowe kwestie, możemy przejść do meritum spraw związanych z przyswajaniem nowych informacji.
Bardzo ważna jest właściwa organizacja pracy. Jeżeli mamy np. tydzień na przygotowanie się do egzaminu, to należy daną partię materiału podzielić na części oraz zaznaczyć w kalendarzu, którego dnia jaką część chcemy opanować (ważne, żeby te plany były realne – nie planujmy siedzenia z książką przez 12 godzin). Nie należy też uczyć się intensywnie na dzień przed egzaminem – ten czas warto przeznaczyć na odpoczynek (najlepiej aktywny), ewentualnie krótką powtórkę najważniejszych kwestii.
A teraz kilka wskazówek, jak powinna wyglądać właściwa nauka. Zasada pierwsa: od ogółu do szczegółu. Na początek zapoznajmy się z tematem na poziomie ogólnym. Jeśli uczymy się treści jakiegoś artykułu, najpierw przeczytajmy podtytuły i śródtytuły, wyobraźmy sobie, z czym będziemy mieli do czynienia, o czym będziemy czytać. Kiedy mamy już w głowie „mapę” treści do przyswojenia, możemy zacząć uzupełniać ją szczegółami. Warto jest na początek przeczytać daną partię materiału od początku do końca, nie zważając za bardzo na to, czy rozumiemy wszystko w 100%.
Po takiej pierwszej lekturze bardzo dobrym pomysłem jest zrobienie mapy myśli. (Więcej informacji o mapach myśli znajduje się
w książce Tony’ego Buzana pt. „Mapy Twoich myśli”). Dopiero przy tworzeniu mapy myśli starajmy się dokładnie zrozumieć to, czego mamy się nauczyć i zanotować najważniejsze kwestie w formie słów-kluczy, uzupełniając je o schematyczne obrazki ułatwiające nam kojarzenie zagadnień. Dzięki osobistym mapom myśli samodzielnie przetwarzamy materiał oraz nadajemy mu pewną strukturę. Treści o ustrukturyzowane są o wiele łatwiejsze do zapamiętania niż lista wypunktowanych słów, czy teksty napisane ciurkiem linijka pod linijką. Na stworzeniu takiej mapy myśli i uważnym jej przestudiowaniu powinien się zakończyć pierwszy etap nauki. Następnego dnia (dobrze wyspani i mądrze najedzeni) nie musimy czytać po raz kolejny całego tekstu źródłowego – powinno nam wystarczyć korzystanie ze stworzonej mapy myśli. Jeśli okaże się, że niektóre skróty myślowe są dla nas niejasne, zawsze można wrócić do tekstu i uzupełnić notatki. Z każdym kolejnym dniem oglądana mapa powinna być dla nas coraz bardziej znajoma. Po 2-3 dniach spróbujmy samodzielnie „odtwarzać” zanotowane treści, a do mapy zaglądajmy tylko wtedy, gdy czegoś zapomnimy.
Co jeszcze można zrobić, aby nauka była bardziej efektywna?
1) Postaw się w roli egzaminatora/laika/dziecka – zadawaj sobie pytania i twórz na nie odpowiedzi. Powoli to zweryfikować, czy faktycznie opanowaliśmy daną partię materiału. To, że nam się wydaje, że coś wiemy lub rozumiemy, niekoniecznie oznacza, że tak faktycznie jest. Einstein mawiał, że jeżeli nawet najbardziej skomplikowanej teorii nie potrafisz wytłumaczyć dziecku (lub laikowi) prostymi słowami, to tak naprawdę jej nie rozumiesz.
Pytania można (a nawet warto) zapisywać już na etapie tworzenia notatek. Dzięki temu przechodzimy z trybu „biernego śledzenia tekstu” do trybu „dociekliwego badacza” / „dziecka zaciekawionego światem”.
2) Zaproś znajomych do wspólnego powtrzania – pytajcie się wzajemnie i konfrontujcie odpowiedzi. Dzięki temu macie możliwość spojrzenia na ten sam materiał z perspektywy innego umysłu. Może okazać się, że kolega lub koleżanka znacznie łatwiej opowiada o zagadnieniu, które nam sprawiało jakąś trudność.
3) Angażuj emocje. Nawet jeśli musisz przebrnąć przez tekst, który z początku wydaje Ci się nudny, zmień perspektywę patrzenia: zachwyć się nim. Jak? Mnie osobiście przychodzi często do głowy taka refleksja: „To niesamowite, jak ludzie to wymyślili; jak musieli być dociekliwi, jaką musieli mieć w sobie pasję poznawania, i jak wspaniale, że ktoś zechciał się tym ze mną podzielić.”
A teraz kilka wskazówek technicznych:
1) Znajdź odpowiednią dla siebie porę uczenia (niektórzy wolą rano, kiedy mają więcej energii, inni preferują wieczór, kiedy jest cicho i spokojnie, i kiedy można wejść w pewien „trans” przyswajania). Ważne jest, aby ta pora była mniej więcej stała każdego dnia. Nasz organizm lubi rozsądną dawkę rutyny i przystosowuje się do rytmów, w jakich żyjemy. Nawet, jeśli na początku będzie ciężko, to po kilku dniach nasze ciało przyzwyczai się do tego, że o danej porze jest czas na naukę i należy się teraz skupić.
2) Podobnie jak porę, wyznacz odpowiednie miejsce tylko do nauki. Takich miejsc może być kilka. Najważniejsze, żeby nie było to łóżko. Wówczas ani się w nim dobrze nie nauczymy, bo będzie nam się kojarzyło ze snem, ani się porządnie nie wyśpimy, bo będzie się nam z kolei kojarzyło z nauką.
3) Rób przerwy. Optymalnym układem jest system 40/10, czyli ok. 40 minut nauki w pełnym skupieniu, 10 minut przerwy na odpoczynek i coś przyjemnego. W zależności od indywidualnych predyspozycji możemy oczywiście wydłużyć (lub nieznacznie skrócić) czas wytężonej koncentracji.
Na zakończenie chciałabym zachęcić wszystkich zainteresowanych tematyką poprawiania techniki uczenia się do aktywnego poszukiwania własnych sposobów na skuteczne przyswajanie informacji. Obecnie można znaleźć wiele publikacji oferujących gotowe recepty na to, jak poprawić swoją pamięć i osiągać coraz lepsze wyniki w nauce. Nie wszystkie z nich są warte uwagi. Przestrzegam szczególnie przed tymi, które obiecują spektakularne efektyw krótkim czasie, i to przy minimalnym wysiłku. Pamiętajmy o tym, że nic co wartościowe, nie przychodzi bez trudu. Skoro artykuł zaczęłam od sentencji, to podsumuję go również przysłowiem, tym razem z naszego rodzimego podwórka: „bez (systematycznej) pracy nie ma kołaczy.”